Kwartalnik Kongregacji Genealogicznej

Bankructwo Steinkellera

 


W 1856 r. Maria z Lemańskich Steinkellerowa, wdowa po Piotrze, podjęła w Londynie całą sumę ubezpieczeniową: 12 240 funtów 13 szylingów i 6 pensów. Ówczesny funt to równowartość 6 rubli i 30 kopiejek czyli 42 złp. De domo Lemańska miała więc w ręku 514 108 zł. Jak miała się ta kwota do cen w Królestwie Polskim? Zaglądamy do akt notarialnych Ignacego Budrewicza w Archiwum Państwowym w Częstochowie. W 1846 r. Franciszek Polaczek sprzedał małżonkom Bednarczykom pół huby gruntu z zabudowaniami i działem lasu za 300 rubli, zaś Leonard Neininger 1/4 huby z domem i zabudowaniami sprzedał Janowi Strofowi za 210 rubli. Siąg drzewa w lasach koziegłowskich w tymże 1846 r. ceniono na 75 kopiejek. Wiemy o tym dzięki umowie kupna-sprzedaży, jaką kapitan Włodzimierz Pankratieff dziedzic Koziegłów (donacja), zawarł z Izaakiem Fajgenblatem. Za 5 tys. siągów drzewa ściętych i porzniętych własnym sumptem Fajgenblat zapłacić miał 3750 rubli srebrem. (Not. Budrewicz 25, nr 282,298). W 1849 r. Franciszek Ficenes sprzedał synowi Józefowi dział gruntu z domem i oborami za 105 rubli; za 375 rubli Joanna z Heyduków Fazonowa (sic!), wdowa po Karolu, sprzedała dwie huby ziemi, dom i dwa działy lasu synowi Franciszkowi. Franciszek Gajzler za 300 rubli sprzedał pół huby gruntu z zabudowaniami
i "wydział " lasu Janowi Strofowi. Czwartą część huby z zabudowaniami i lasem Maciej Bielobradek nabył od Józefa Hajnrycha za 150 rubli.

W 1848 r. z okazji ślubu Jana Walenty (syna Jana) z wdową po młynarzu Józefie Formańskim, Agnieszką z Gudejów, została spisana intercyza. Połowa młyna Wały, należącego do dóbr Wrzosowa, wyceniona została na 129 rubli i 90 kop. Jan Walenta senior darował (zapisał) 90 rubli synowi na nieruchomościach w Kamienicy Polskiej odziedziczonych po ojcu Krystianie Walencie (na dokumencie podpis: Jan Waleta! - Not. Budrewicz, 27,nr 244). Gdy w 1848 r. komornik Łukasz Pilaszyński przeprowadził egzekucję na rzecz częstochowskiego doktora Józefa Wizemeberga - zajął w majątku Feliksa Chądzyńskiego juniora w Nowej Wsi 1276 siągów różnego gatunku drzewa na sumę 564 rubli czyli 3690 złp (3 tys. złp to równoważność 450 rs). Karol Majewski nabył zwierzęta gospodarskie (inwentarz żywy) i sprzęty (mobilia) od Chądzyńskiego za 450 rs. Dysponujemy dokładnym spisem owych sprzętów , pośród nich m.in. alembik o pojemności 6 garnców, 4 kufy na wodę i 6 beczek na kapustę. Wszystkie kupione od sukcesora geometry Chądzyńskiego rzeczy sprzedał Majewski dziedzicowi Woli Hankowskiej - Janowi Aleksandrowi Borkowskiemu. 1/3 część majątku Huta Stara pozostająca w rękach Błeszynskich, konkretnie Józefa Błeszyńskiego (mieszkającego wówczas w Woli Blakowej)
i jego syna Grzegorza, w 1848 r. miała wartość 3750 rubli.

Wracamy do Piotra Steinkellera i jego drugiej żony poślubionej w Kłobucku 15 września 1835 r. Z ogromnej sumy ubezpieczeniowej prawie 130 tys złp poszło na spłaty długów (m.in. szwagra Lemańskiego), pokrycie kosztów podróży i windykacji. Wdowie do podziału pomiędzy 6. spadkobierców zostało 184 349 złp. (sama zostawiła sobie 200 tys złp).
Nie obyło się bez sporów z dziećmi z pierwszego małżeństwa Piotra Steinkellera z Anielą Anthonin. Podzielona na 6 części kwota spadkowa -jak pisze Ryszard Kołodziejczyk
w książce Piotr Steinkeller, kupiec i przemysłowiec (Warszawa 1963) - nie pozwalała na podjęcie działalności gospodarczej na dużą skalę. Młodszy brat Piotra, Rudolf, przez czas jakiś prowadził browar na Solcu i fabryczkę powozów. Siostra Piotra, Karolina Beata Józefa, wyszła po rozwodzie z Bogumiłem Braunigiem, ziemianinem z Bielawy w pow. warszawskim, za Józefa hr. Hauke, pułkownika, potem generała majora armii rosyjskiej i mieszkała
w Petersburgu. Na skutek orzeczenia sądowego została ubezwłasnowolniona - na skutek choroby umysłowej. Jej córka Salomea wyszła za ks. Mikołaja de San Cataldo i zamieszkała na Sycylii. Syn Aleksander zmarł w 1854 r., drugi syn Józef porzucił karierę wojskowa
w armii carskiej i jako generał Hauke-Bosak wziął udział w powstaniu styczniowym. Zginął jako generał armii francuskiej w 1871 r. w wojnie z Prusami.

Osobowość Piotra Steinkellera może fascynować. Bankier i przemysłowiec, człowiek wysoki, szczupły, noszący się z angielska i zapatrzony na osiągnięcia techniczne Anglików, nie trafił na sprzyjający działalności gospodarczej czas. Łatwiej mu było założyć walcownię pod Londynem niż utrzymać fabrykę maszyn i przędzalnię bawełny w Żarkach. Miał przeciwko sobie biurokratyczny rząd, niezbyt przychylną opinie publiczną i fatalne dla gospodarki lata 1846-1848. A w Żarkach także niechętnych jego działalności paulinów. Choć nie można stawiać Steinkellera za wzór patriotycznej postawy (okres powstania spędził w Wiedniu) trzeba wierzyć Kołodziejczykowi, że w obfitej korespondencji z władzami nigdy nie deklarował lojalności i wiernopoddań-stwa, co było udziałem wielu jego współczesnych. Nie można jednak zapominać, iż wraz z żoną brał udział w balach warszawskich i przyjęciach, odznaczony był za zasługi w działalności gospodarczej orderami św. Anny i św. Stanisława. Choć wywodził się ze szlachty, odpowiadał wizerunkowi typowego burżua i zachowywał się zgodnie z przyjętymi w tej warstwie standardami. Kiedy zaczęły się kłopoty finansowe właściciela Żarek? Do 1835 r. szło mu znakomicie. 1837 r. działa już pod kuratelą Banku Polskiego. Gdy w 1853 r. 55-letni Steinkeller wyjeżdża do Krakowa (w tym mieście zaczęła się jego wielka kariera), jest już bankrutem. Zmarł 11 lutego 1854 r. w swoim domu przy ul.Różanej 603.

Anglicy potrafiliby nakręcić intrygujący serial o Steinkellerze. Nasze seriale nie interesują się w ogóle historią; gdyby Steinkeller zginął w powstaniu, może zasłużyłby na wzmiankę
w podręcznikach. Jako dostawca maszyn do kopalń Zagłębia nie spełniał kryteriów bohatera w romantycznym rozumieniu. Polacy kochają tych, którzy giną w nierównej (a więc bezsensownej) walce, bądź cierpią. Pragmatyczna działalność obliczona na poprawę kondycji gospodarczej nie zasługuje w ogóle na uwagę i zrozumienie rodaków. Ot, taka sarmacka przypadłość. Uczniowie poznają podręcznikowe życiorysy wielu nieudaczników, próżno jednak szukać w wykładzie polskich dziejów najnowszych wynalazców, konstruktorów, ludzi nauki i przemysłu. To tak, jak gdybyśmy wszystko zawdzięczali szabli albo romantycznym literatom. Zwyciężyła wizja Sienkiewicza, nowoczesny Prus, który twierdził,
że postęp zaczyna się od sadzenia kartofli a nie róż - nie zyskał nad Wisłą aprobaty. Wokulski, który buduje prototypy samolotów, młyny, fabryki powozów, machiny parowe nie mógłby liczyć na uznanie czytelników. Wokulski wysadzający się z powodu nieszczęśliwej miłości , wraz z zamkiem, w powietrze idzie w ślady Wołodyjowskiego. Nawet zamku nikt nie żałuje, że zabytek i dobro kultury. Miał powód, to się wysadził...
Szwedzi nie są dziś postrzegani jako naród nam nieprzychylny. A tak zaszli nam za skórę
w czasach potopu. Zmieniają się czasy, a z nimi zmienia się tradycja. Ta bowiem tworzona jest przez współczesnych i projektowana na przeszłość.

Szansa na ukazanie perypetii Steinkellera istniała na początku lat 90. ub.wieku, gdy powstawały nad Wisłą duże fortuny. Pierwszy "rzut" kapitalistów wydał Grobelnych, Bagsików, Gawroników. Wprost z listy najbogatszych trafiali do aresztu. Potem byli baronowie, bosowie paliwowi, ubezpieczeniowi itp... Steinkellerowi nikt nie postawił zarzutów, choć obracał grubymi milionami. A przecież skazano ówczesnych, prezesa i wiceprezesa Banku Polskiego w procesie w 1848 r. Polskiej fali kapitalizmu AD 1989 patronował raczej Nikodem Dyzma niż hr. Lubecki. Dzieje sukcesu i bankructwa krakowskiego kupca, który w Królestwie Polskim próbował stworzyć urządzenia na wzór angielski, pozostaną dla polskich maturzystów (ba, także studentów) historią nieznaną. Opowieścią z innego kontynentu lub zgoła innej galaktyki.