Kwartalnik Kongregacji Genealogicznej

Czesi i Polacy

 


Miałem szczęście wychowywać się w środowisku wielokulturowym, otwartym na Europę w jej zachodnim, jak i wschodnim wymiarze. Zdecydowały o tym geny przodków, a nie ideologie i geografia. Kulturę tworzą ludzie a nie systemy polityczne. Podstawowym sposobem poznania zjawisk kultury są scenariusze codzienności; wzory kultury i wartości wynosimy z domu rodzinnego. Dom to nasze zakorzenienie w świecie.

Informacje w podręcznikach historycznych są sposobem referowania faktów z określonego punktu widzenia. Do dziś powstają komisje, których celem jest uzgodnienie faktów historycznych i właściwa interpretacja. Odwołam się do ważnej daty w polskiej historii, do 1795 r. Był to rok katastrofy politycznej, wymazanie wielkiego kraju z mapy Europy. Tymczasem ówczesne elity polityczne, arystokracja i bogatsza szlachta, szukały przede wszystkim gwarancji dla swych majątków. Gdy w 1809 r. książę Józef Poniatowski zajmował Galicję, zajmował ją nie dla Polski lecz dla Francji, o czym szybko przypomniał mu Napoleon, który zażądał, by polskie orły zostały zastąpione godłami francuskimi. Dlaczego? By nie rozdrażnić Rosji. W 1810 i 1811 roku lepszym gwarantem szlacheckich majątków na Litwie był rosyjski car Aleksander, a nie Napoleon. Adam Mickiewicz sugestywnie narzuci ł w "Panu Tadeuszu" optykę pronapoleońską, która na Litwie nie miała wówczas zbyt wielu zwolenników. Co wydarzyło się dalej - wiemy. Idea napoleońskiej Polski zginęła wraz z Józefem Poniatowskim. Po 1813r. mamy do czynienia w polskiej dyplomacji z ustawicznym rozdwojeniem jaźni. Można powiedzieć, że to zjawisko trwa do dziś. Traktowanie historii jako dodatku do obchodów rocznic i świąt państwowych jest grzechem, grozi całkowitą instrumentalizacją historii. Ostatni król Rzeczypospolitej, Stanisław Poniatowski, zapewne zostałby pochowany na Wawelu, gdyby spełnił jeden warunek: zginął przed 1795 r.

Romantyczna wizja historii uwiodła Polaków. Największym uwodzicielem okazał się autor trylogii, Henryk Sienkiewicz, potomek rodu tatarskiego herbu Oszyk. Trylogia narzuciła młodym pokoleniom Polaków wizję Polski umęczonej ale bohaterskiej, zdradzonej i cierpiącej, wizję "Chrystusa narodów". Polscy bohaterowie muszą zginąć. Mickiewicz uśmiercił Ordona, zgodnie z polskim kanonem, tymczasem prawdziwy Ordon przeżył swą literacką śmierć, i co gorsza, źle na tym wyszedł. Trylogia kończy się śmiercią Wołodyjowskiego. Jeden z niewielu bohaterów narodowych, Kościuszko, nie zginął na polu chwały, wszedł do polskiej mitologii patriotycznej. Historia odarta z mitologii, zracjonalizowana, jest czasem okrutna. Kościuszko, przegrany pod Maciejowicami, przed uwolnieniem z twierdzy podpisał akt, który można nazwać aktem lojalności. Nie wrócił już do wojennego rzemiosła.

Sienkiewicz krzepił nasze serca nawią zaniem do wieku XVII, jego literacki rywal, Bolesław Prus, w tym samym czasie przypominał, że w Paryżu i Londynie myślą raczej o wieku XX. Mam też argumenty przemawiające na korzyść Sienkiewicza, jako autora "Listów z podróży" i "Listów z Ameryki", w których okazał się Europejczykiem, otwartym na zjawiska kultury. W Berlinie zdziwił się widząc, że Niemcy używają psich zaprzęgów do ciągnięcia wózków. Gdy przeglądałem akta Łodzi z początku XIX w. dowiedziałem się, że w taki właśnie sposób przenosili się na nasze ziemie emigranci z Niemiec. Łódź stanowiła ziemię obiecana, nie tylko dla biednych Niemców, ale Czechów, Żydów, wiejskiej polskiej ludności. Na stronie www.genealodzy.czestochowa.pl streściłem kilka podstawowych faktów z dziejów czeskiej migracji na polskie ziemie. Tu chciałbym zająć się aspektem kulturowym tego zjawiska. Dlatego konieczne jest przypomnienie kilku podstawowych faktów. Na początku XIX w. pośpiech, tak charakterystyczny dla współ czesnego świata, nie był jeszcze normą. Rytuały przyswajane w dzieciństwie i młodości nie różniły się od reguł regulujących życie w wieku dojrzałym; pokolenia hołdowały tym samym wartościom, życie miało określony rytm, łatwo rozpoznawalny, np. w pracy na roli i rzemiośle. Świat był przewidywalny, życie wiejskich społeczności zależało od urodzaju, jego brak oznaczał głód i śmierć. Klęska głodu dotknęła Europę w 1847 w wyniku zarazy ziemniaczanej. W Kamienicy Polskiej zmarło wielu majstrów tkackich, wpisy do księgi zgonów zwiększyły się prawie trzykrotnie w porównaniu z rokiem 1846. Życie w XIX w. polegało na wypełnianiu obowiązku; na wsi było zaprogramowane od kołyski po grób. W sensie biologicznym człowiek rodzi się i umiera, ale w sensie kulturowym rodzi się i umiera wielokrotnie - przykładem mogą być pogorzelcy i powodzianie. Ich życie dzieliło się na dwie "epoki", na to, co minione i co zainicjowane. Zawsze istniały w Europie granice ludzkiej wytrzymałości. W przypadku Czechów były to prześladowania religijne. Polacy nie mają w tym względzie dla Czechów empatii; Polaków prze śladowali katoliccy i protestanccy Niemcy (zabór austriacki i pruski), głównie jednak prawosławni Rosjanie. Czechów reformowanych prześladowali katoliccy Habsburgowie. Emigracja religijna to szczególny przypadek emigracji. Dla Czech ów była to podróż w jedna stronę, sentymentalny powrót w kraju kończył się więzieniem. Konfiskata czyjegoś majątku nie rodziła wyrzutów sumienia, gdy dokonywała się w imię religijnych przekona ń i ustalonego przez dom panujący prawa.

Badacza kultury najbardziej interesuje życie codzienne danej społeczności. Dla prowincjonalnej Europy początku XIX w., ważniejsze było to, czy rodzina przeżyje do przednówka, czy w niedzielę będzie "kura w garnku", nie zaś kłopoty finansowe i rodzinne panującej dynastii. Badacz kultury interesuje się sposobami zawierania małżeństw, obrzędami weselnymi, pyta o relacje między mężczyzn ą a kobietą, dziećmi a rodzicami. Antropologa kultury interesują sposoby zachowania ludzi, rytuały codzienności i rytuały świąteczne. W nich bowiem zawieraj ą się zjawiska symboliczne. Nieważne, czy badamy kulturę afrykańskich plemion, czy wsi w Sandomierskiem, Sieradzkiem, Krakowskiem czy na Śląsku. Podstawowe kategorie antropologiczne to czas, przestrzeń, i jej waloryzacja, kosmogonia, znaki graniczne, duchowe centrum, symboliczny środek świata, jego oś. Centrum może stanowić zarówno Rzym, Jerozolima, Mekka, Jasna Góra, jak i miejski rynek, chata, jurta, drzewo, krzyż, kopiec, skała, góra, wzniesienie, kurhan. Dla wierzących jest to także treść religijna, religia kodowana jest bowiem silnymi emocjami i uczuciami. Rytuały religijne intensyfikują emocje, rytuał jest mediacyjny.

Dla genealoga najważniejsze zwyczaje wiążą się z rodziną i pokrewieństwem. Linie dynastyczne, rodowe, decydowa ły o tożsamości ludu, plemienia, klanu, korony, państwa. Ważne, czy ktoś był z prawego, czy nieprawego łoża, czy był przechrztą, czy prababka była Niemką, Rusinką, Ormianką, Czeszką, Ukrainką, Tatarką, czy chodziła do Kirchy, cerkwi, synagogi, zboru czy kościoła. To wpływa ło bowiem na sposób zawierania ślubu oraz decydowało o miejscu jej pochówku. Przypadki konwersji się zdarza ły, ale genealog dobrze wie, że zdarzały się bardzo rzadko.

W XIX wieku depozytariuszami wie dzy byli ludzie starsi (dziś całkowicie zmarginalizowani w kulturze propagują cej młodość), zawód determinował całe życie. Rolnik prowadził osiadły tryb życia, nomadami byli czeladnicy, w jakimś sensie rzemieślnicy. Do zawodów wę drownych zaliczano handlarzy, olejkarzy, obraźników, pasterzy, druciarzy. Przypominali Cyganów, a także Żydów szukaj ących "ziemi obiecanej". We współczesnym świecie nomadami stali się emigranci. Wśród nich są także uchodźcy. Takimi uchodźcami na ziemie polskie byli Czesi w XIX w. Czesi i Morawianie, którzy zjawili się w Kamienicy Polskiej i Hucie Starej A, byli w głównej mierze tkaczami chałupnikami, ale godzili ten zaw ód z pracą na roli. Przynieśli z sobą, poza kulturą tkacką, wierzenia i obyczaje, silnie zakodowane w świadomości. Widać to szczególnie na przykladzie postaci demonicznych. Czesi "zaimportowali " do Kamienicy Polskiej wierzenia na temat utopców, wodnych demonów. Język dostarcza nam materiału do analizy. Przejęty z języka niemieckiego 'Wasserman ' dał na czeskim gruncie 'hastrmana ', na Śląsku 'wasermonka', w Kamienicy Polskiej 'hastermanka'. Czeski język literacki znał określenie 'vodní mùż' czyli wodnik. Na Śląsku był to utopiec, utoplec albo topiełek (tak np. u Józefa Lompy). Demonów było o wiele więcej, wszelkie boginki, dziwożony, mamuny, południce, żytnie baby. Odmieñca nazywano podrzutkiem, podciepem, bobakiem. Byli płanetnicy, chmurnicy, obłocznicy i gradownicy. Powszechny był diabeł, z wieloma gwarowymi odmianami. Bano się upiorów, wilkołaków i wampir ów. Wierzono w latawca, smoka, żmija. W Kamienicy straszono dzieci "czerwonymi płucami", trudno stwierdzić, czy były one czeskie, niemieckie lub polskie.

Kulturę danej społeczności poznaje się bardzo dobrze przez kuchnię, o czym nie trzeba przekonywać. Do Kamienicy Polskiej został przeniesiony z Sudetów zwyczaj duszenia ziemniaków pociętych w plasterki (zwanych talarkami) w żeliwnych garnkach. Na temat nazwy tego popularnego dziś dania toczyła się na naszej stronie internetowej dyskusja. Dziś mogę podać nazwę tej czynności a tym samym nazwę tak przyrządzonych na ognisku (na smalcu, z boczkiem, kiełbas ą i cebulą, bez buraków i marchwi, z liśćmi kapusty na wierzchu). Kamieniczanie mówili: kartofle 'dymfowane', od 'dymfować'. Pochodzenie czasownika zapewne niemieckie, uległo, podobnie jak hastrman, modyfikacji pod wpływem narzeczy czeskich. Nie upieram się, że popularne dziś danie pochodzi z Kamienicy Polskiej, ale badając choćby same wpisy na wspomnianej stronie internetowej dotyczącej chronologii i geografii kierunków rozprzestrzeniania się mile pachnącej potrawy, wszystko na to wskazuje. Absurd wielonarodowej c.k. monarchii najlepiej obnażył bohater arcydzieła literackiego Szwejk, pacyfista i filozof w jednej osobie, przez Polaków uważany jedynie za głupka. Stanisław Lem, jedyny polski pisarz znany na świecie, powiedzia ł kiedyś, że zamiast tworzyć fikcj ę literacką woli "poczytać Szwejka". Literatura polska nie dała światu bohatera uniwersalnego, takiego jak Szwejk. Pan Zagłoba nie przebił się do świadomości Europejczyków.

Jak umiejscowić Czechów w Polskiej kulturze? Na pierwszym miejscu należałoby zapytać o nasze mentalne postrzeganie sąsiadów z południa. Stereotypy są aż nadto widoczne. Pepiki, Szwejki, amatorzy knedlików etc, etc. Ale z drugiej strony przepiękna Praga, znakomite kino, piwo, uznane autorytety literackie, sportowe. Legendarny Szwejk, tradycje reformacji, alchemiczna Praga, defenestracja, bitwa pod Białą Górą, Franz Kafka, Bohumil Hrabal, Iøi Menzel, Helena Wondraczkowa, Jośin z Bazin, krecik ze znanej dobranocki, aksamitna rewolucja, prezydent Vaclav Havel, .Szpital na peryferiach "Uczitelka tanca" i... Ewa Farna. Mieliśmy w 1919 r. wojnę z Czechami pod Skoczowem i zajęcie przez Polskę Zaolzia w 1938 r. Czescy ochotnicy walczyli we wrześniu 1939 r. w polskich formacjach przeciwko Niemcom. Z kolei niemiłe dla Czechów były polskie czołgi na ich ziemi w 1968 r. Granice państwowe nie są granicami dla kultury. Wielkie postaci polskiej narodowej mitologii nie pochodzą z obecnych ziem Rzeczypospolitej, by przypomnieć Kościuszkę, Mickiewicza, Słowackiego, Poniatowskiego, Moniuszkę, Sienkiewicza, Paderewskiego, Miłosza i wielu innych. Czesi uratowali swą substancję narodową bez spalenia Pragi i jej archiwów. Warszawa nie miała takiego szczęścia, dlatego nie mamy wszystkich ksiąg miejskich Częstochowy, nie mamy dokument ów starostwa olsztyńskiego. Gdy dochodzi do zbliżenia kultur mówimy o akulturacji i asymilacji. Jak jest w przypadku Polaków i Czechów? Dominują stereotypowe wyobrażenia. Język jest podobny, ale zdarzają się zabawne nieporozumienia. Dla Kamienicy Polskiej nigdy nie były potrzebne notarialne tłumaczenia dokumentów, nawet w przypadku aktu kupna wsi. Małżeństwa polsko- niemieckie, polsko-żydowskie i polsko- rosyjskie były problemem, w Kamienicy małżeństwa polsko-czeskie były czymś naturalnym. Czesi bardzo szybko się zasymilowali. Może inaczej patrzyli na polską historię, ale potomek czeskiego kolonisty w pierwszym pokoleniu, Józef Cianciara, został zesłany na Syberię za udział w powstaniu, inny kamieniczanin z czeskimi korzeniami, Maciej Czerny, zginął w partii powstańczej gdzieś pod Dąbrową.

Etniczność kolonistów to temat dyskusyjny. Przybyły do Kamienicy Polskiej z Czech Franciszek Wagner miał żonę urodzoną w Saksonii. Czy Czech o niemieckim nazwisku ożeniony z Polkę był Czechem, czy Niemcem? Kamienica Polska to lokalna społeczność, w której wraz z Polakami mieszkali ludzie posługuj ęcy się językiem czeskim i niemieckim. Wśród tzw. karabinierów ("karabiniorzy "), tym mianem określono straż wiejskę utworzonę do zwalczania powsta ńców styczniowych, byli też Polacy. Specyfikę Kamienicy Polskiej było to, że po 1818 nie było we wsi dworu i dziedzica. Koloniści utworzyli samorząd (bliski ustrojowi miejskiemu). Ważniejsza od spraw "etnicznych" stała się codzienna walka z głodem, tkanie płótna było ważniejsze niż "narodowe" sprzeczno ści. Potomków kolonistów (koloniści początkowo nie podlegali służbie wojskowej ) "wzięto w kamasze", odtąd i ci z niemieckiej, i ci z czeskiej opcji służyli w wojsku rosyjskim. Czesi może byli zawsze większymi pacyfistami, z racji ich historycznych doświadczeń (wojny o podłożu religijnym), ale dowodów nie ma. Tkacze z pierwszej połowy XIX w. nie zostawili nam swych biografii i pami ętników. Wyjątek stanowią zapisy Franciszka Piltza. Czesi w Kamienicy Polskiej, a to mówię na odpowiedzialno ść własnych doświadczeń, mieli większy dystans do samych siebie, co owocowa ło specyficznym poczuciem humoru. Niemcy byli bardziej milczący, zasadniczy, poważni. W Kamienicy Polskiej śpiewało się czeskie, nie niemieckie piosenki. Kamienica stanowiła etniczną mozaikę, nie sposób określić procentowo, ilu było Czechów. Wielu z nich nosi- ło z pozoru niemieckie nazwiska: Bacdorf, Berger, Drymer, Finger, Goldsztajn, Harbich, Hartwich, Hasler, Jung, Kauglitz, Kautsky, Mader, Noperten, Obst, Otto, Praus, Rychter, Stroff, Wizenthal, Zajdel, Zajbert. Byli i Morawianie, ślązacy, Niemcy (Prusacy, Bawarczycy, Szwabowie, Szwajcarzy, Austriacy), potomkowie Wallonów, Rosjanie, Żydzi a nawet Włoch, pracownik kopalni. Jak badać taką wspólnotę? Metodami antropologii kulturowej. Pomocną okazała się kategoria więzi społecznych. Wszelkie relacje charakterystyczne dla zjawisk w mikroskali. Dokumentowania pamięci spo łecznej i tego, co z tej pamięci wynika. Empatyczne odtwarzanie czyjego. do świadczenia. Czesi wnieśli do lokalnej społeczności humor, jako sposób radzenia sobie z przeciwnościami losu, co bardzo bliskie jest .ląskowi. Opowiastka "Muz v peci" (Mąż w piecu), znana w Kamienicy brzmi jak śląski "witz" (kawał).Czy czeskie rodziny różniły się od polskich, czy inna była w nich rola kobietyi mężczyzny? Czy inaczej wychowywano dzieci? Odpowied. brzmi: nie. Oczywi ście ważny był status majątkowy, jak wszędzie na świecie. Majstrowie tkaccy, niezależnie od tego czy byli z pochodzenia Niemcami czy Czechami byli rzetelni, solidni i kompetentni. Co ciekawe to nie Niemcy, ale Czesi (Cianciarowie) stworzyli fabryczkę płótna. Wśród Czechów było wielu muzyków, na akordeonie (harmonii) grali Dojwowie i Najnigierowie. Stosunek do życia i śmierci był taki sam, jak w sąsiednich wsiach, jak w środowiskach wiejskich całej Eropy. Podobne były ceremonie ślubne i pogrzebowe. Tylko poczęstunek weselny dla gości nazywany był w Kamienicy "braucianem ". Podobnie jak w całej Europie, w Kamienicy córka była "gorszym człowiekiem ", dziewczynki nie stanowiły przed łużenia rodu, status kobiety niezamęż nej był taki sam. Rosyjskie przysłowie mówiło; "lepsza w domu koza niż dorastaj ąca córka". Portret dzieciobójczyni był podobny: to biedna dziewczyna, niezam ężna, w wieku 20-30 lat, służąca, nieznanego ojca, bez prawa do założenia rodziny (posagu).. Sancho Pansa nie potrafił okreslić dokładnie wieku swej córki, nie było mu to potrzebne. W całej chrześcijańskiej Europie w cenie było dziewictwo. Wszak nie z powodów religijnych. Reklamowanie dziewictwa przez kaznodziejów i katechetów miało swą praktyczną (ekonomiczną ) korzyść. Nie było dla rodziców kłopotów z macierzyń twem, dziećmi a więc niepotrzebnymi wydatkami. Dziewictwo zostało powią zane z panieństwem.

Dziś, w dobie internetu, opisanie świata nie jest możliwe. Na to mógł pozwolić sobie starogrecki geograf czy średniowieczny mnich, kronikarz jakiejś królewskiej dynastii. Dziś możemy interpretować jedynie własne doświadczenie. Mialem to szczęście mieszkać w społeczno ści, gdzie dochodzilo to ciągłej konfrontacji rzeczywistości i doświadczenia. Je śli istotą badań kulturowych są ludzkie zachowania, to kulturoznawcą zostałem już w dzieciństwie. Obserwowałem bowiem mieszkańców Kamienicy Polskiej wywodzaących się z kilku kultur, polskiej, czeskiej i niemieckiej. (Rosjan, Ukrai ńców i Żydów już nie bylo po wojnie). Kody kultury poznaje się w środowisku rodzinnym. Dzieki studiom na dwu kierunkach mogłem odwołać się do opcji teoretycznych. Ich wynikiem było studium "Więzi kultorowe w osadzie polietnicznej na przykladzie Kamienicy Polskiej ". Wiedza teoretyczna o kulturach pozwala uniknąć samooszukiwania się. Poznanie ukrytcyh kodów kultury to proces długotrwały. Znają ten problem tłumacze, gdy muszą znaleść właściwy kontekst kulturowy.

Nie wystarcza geografia historyczna. Chodzi o sposób istnienia i rozumienia świata, w którym się wychowaliśmy. Genialnym tłumaczem Haszka byl Paweł Hulka-Laskowski, potomek czeskich emigrantów. Powodem tego literackiego sukcesu było uczetnictwo w dwóch kulturach. Mistrzostwem jest fragment powie ści Haszka dotyczący zaniesienia listu przez Szwejka, w asyście sapera Wodiczki, do kochanki przełożonego Szwejka, porucznika Lukasa. Była nią Węgierka, p. Kakonyi. Zadziałały tu klisze i stereotypy. Uprzedzenie Wodiczki do Węgrów, Madziarów (jak tłumaczy Hulka-Laskowski) jest odpowiednikierm polskich uprzedzeń do Niemców. Wychowalem się w kulturowym polsko-czesko- niemieckim pograniczu. Doświadczy łem osobiście różnic w mentalności Polaków, Polaków z domieszką genów czeskich i genów niemieckich. Mama miała w sobie mieszankę genów niemieckich (Najnigierowie, Pohlowie) i polskich (Blachniccy, Nowakowie i Księżykowie. Ojciec geny polskie, czeskie (Neugebauerowie) i gdzieś w dalekiej przeszłości tatarskie. Zupełnie jak w wierszu Jerzego Harasymowicza "Rodowód". Dopisałem do niego swoją zwrotkę,co niech mi będzie wybaczone. Po prababce Hubalek wrodzony mam talent, Po Miernickich spod Tymbarku w trudnych chwilach łeb na karku, Po Franciszku chwile szczęścia przy kieliszku, A po sobie - pstro w głowie.

AK / Korzenie nr73