Kwartalnik Kongregacji Genealogicznej

Historia Choronia

 



Starków  Ukazało się drugie, poprawione wydanie książki wydanej przez Radę Sołecką Choronia. Łukasz Sitarz pisze we wstępie, że insacją napisania pracy magisterskiej o dziejach wsi była wydana w 1996 r. jednodniówka „Echo dziejów Choronia”Antoniego i Władysława Rosikoniów, zaś pomysłodawcą stworzenia zarysu był Jan Duda, miłośnik przeszłości Choronia. Wszelkie tego typu inicjatywy witamy na łamach „Korzeni” z ogromnym zadowoleniem, rzeczą chwalebną jest docieranie do dokumentów, troska o zachowanie dla potomnych pamięci o miejscach, z których wywodzili sie przodkopirwie. Nie każda miejscowość może pozwolić sobie na profesjonalną monografię; niewielki Choroń swą mini - monografię już ma. Wies ta fascynowała mnie od dzieciństwa z racji swego niepospolitego położenia. Dla mieszkańca obniżenia Kamieniczki (wzdragam się przed użyciem geograficznej nazwy: depresja) Choroń był miejscowością górską. Wyprawa rowerem w tamtym kierunku to przygoda a zarazem wyzwanie: niemal już od przejazdu kolejowego w Poraju trzeba było stopniowo jechać pod górkę. Za remizą OSP rowerzysta musi pedałować się na stojąco, jak nie przymierzając uczestnik Wyścigu Pokoju atakujący Kubalonkę, czy uczestnik Tour de France w Alpach, czy w Pirenejach. Na szczycie wzniesienia z powodzeniem można ustanowić górską premię pierwszej klasy. Choroń w drugie połowie lat 50. ( a zatem jak sięga moja pamięć) to wieś o specyficznej architekturze; domy charakteryzowały się fantazyjnym połączeniem trzech materiałów: kamienia wapiennego, drewna i słomy. Dziwnym trafem nie trafiłem wówczas w rejon (istniejącego do połowy lat 70. ub. wieku) dworu Bylińskich. Pewnie z winy wuja Henryka, który wysyłając mnie i mojego warszawskiego kuzyna Pawła do tej górskiej krainy surowo zapowiedział: macie wejść do sklepu, kupić szczotkę do smołowania dachu i zaraz wracać. Urzekły nas, ludzi nizin, kamieniołomy. Biel wapieni aż raziła w oczy. Atrakcją dawnego Choronia były także śliwki węgierki. Szkoda, że dziś to tylko wspomnienie.

Na wzgórzu, w miejscu w którym stoi dziś betonowa obserwacyjna wieża, można było rozpoznawać na widnokręgu kierunki świata. W czasie rowerowej wyprawy z Kamienicy Polskiej do Wiślicy (moim kompanem byl Jacek Hak) właśnie tu witałem świt. Od strony Wojnówki niebo stopniowo rozjaśniało się, po zachodniej stronie gasły gwiazdy, nad zalewem porajskim unosiły się mgły. Niezapomniane doznanie, uwiecznione w poetyckiej piosence ( Na chorońskim wzgórzu, gdzie Gog i Magog, anioł i diabeł, życie i śmierć, tam, gdzie Kres i Początek Drogi , czerń i biel - Bóg tajemnice nam objawił, zapalił dzień).

Rozdział I książeczki o Choroniu - tradycyjnie w przypadku monografii – dotyczy środowiska przyrodniczego. Przyznaję, że tego typu rozdziały w wielu czytanych przeze mnie opracowaniach pomijam. Wspomniane wcześniej zauroczenie Choroniem, usytuowanym na skraju kuesty jurajskiej, sprawiło, że pierwszy rozdział przeczytałem z równą przyjemnością, co kolejne. Co warto zapamiętać po lekturze? Na pewno to, że różnica między najniższym a najwyższym punktem wynosi w Choroniu prawie 65 metrów! Co nalezy uznać za godne uwagi? Wapienie płytowe, aleję lipową, piaski ( w stronę Biskupic i Zaborza), Suchą Rzekę czyli Ordonka, ostaniec Kamień, gdzie pewnego roku z Jackiem Laberschekiem wędziliśmy kiełbasę w piecu kamiennym mojej konstrukcji. Śnieżne zimy, które pozwalają biegać na nartach przed siebie, najlepiej w stronę Przybynowa. Grzyby w okolicach byłej kopalni piasku koło Biskupic i w lesie od strony Zaborza, kościół na wzgórzu, mogiłę żołnierzy września 1939 w Dębowcu. Pamiętam wspaniałe borówki w lesie, gdzieś za Wojnówką, w stronę Krasawy. Pewnego roku obserwowałem (na wzgórzu obok krzyża) wraz z gośćmi z Krakowa pokaz sztucznych ogni nad Olsztynem. W alei lipowej fotografowalem zaćmienia słońca. Czego brakuje mi w dzisiejszym Choroniu? Uprawnych pól, zapachu zbóż, ściernisk, kartoflisk ze snującymi się jesienią smugami dymu, charakterystycznego zapachu gospodarstw, odgłosu bydła, kóz, owiec. Kobiet w charakterystycznych kapeluszach ze słomy. Pokrzykiwań na konie w czasie orki, czy zwózki siana. Było, minęło. Zupełnie jak w rodzinnej Kamienicy.

Dwa kolejne rozdziały zarysu ( II i III) to najstarsze dzieje Choronia. Dużo uwagi poświęcono wyjaśnieniu tajemniczej nazwy miejscowej. Językoznawcy maja kilka pomysłów na etymologię: od nazwy osobowej (Chor), od przydomka „Chory”, pod przedrostka „Chor-” ( „Hor”-), wreszcie od od „chorona”( schronienia dla bydła i koni, , stąd np. wyraz 'schron'). Zadowalającego wyjaśnienia nie ma. Sprawa pochodzenia nazwy wsi i jej znaczenie stawia więcej pytań niż odpowiedzi, z których żadnej nie można przyjąć jako ostatecznej i pewnej - pisze Łukasz Sitarz (s.15). Omawiając dzieje powstania osady nie zapomina autor o tle porównawczym, uwzględnia ( za J.Laberschekiem) procesy osadnicze w tym rejonie Małopolski, śledzi chronologię powstawania parafii. Położenie osady nie było przypadkowe: przy szlaku z Krakowa do Wielkopolski. W źródłach Choroń pojawia się w 1306 r., wszystko przemawia za tym, że osada istniała już w XII w.

Najciekawiej dla genealoga wypadają fragmenty poświęcone właścicielom wsi. Mamy więc czeskiego rycerza Hynka z Dubu, tajemniczego Trojana, wreszcie potomków Mściwoja z Krzelowa: Koziegłowskich herbu Lis. W 1400 r. Krystyn (I) zapisał zonie Katarzynie 500 grzywien z Giebułtowa i Choronia, w 1402. r. uposażył kaplicę Św. Krzyża pod Koziegłowami z ról Choronia.

Zastanawiało mnie zawsze, co oznaczało określenie „pod Koziegłowami”. Z której strony miasta i w jakiej odległości? Krystyn musiał odpierać roszczenia do Choronia; w 1415 r. zawarł ugodę z sędzia ziemskim kaliskim Jakuszem z Wilczyna, właścicielem Przybynowa, w kwestii granicy dóbr na rzece o nazwie Sucha (dziś: Ordonka). To bardzo interesująca kwestia, sygnalizowana mi przed laty przez ks. Stefana Mizerę. Ach, gdybyż Przybynów miał swą monografię! To równie starożytna miejscowość, na dodatek bardzo stara parafia. W dziejach Przybynowa przegląda się historia Małopolski Zachodniej. Materiału historycznego nie brak. Nazwa wspomnianej rzeki (a raczej strumienia) nie jest przypadkiem. Chodzi o okresowe zanikanie źródeł w Zaborzu, dających owej rzece początek. Może karczunek lasów zrobił swoje,może jakis wpływ na poziom wód miała działalność kopalni rudy „Żarki” w Przybynowie-Ostrowiu („Żarki” I, II,III,IV). Eksploatację zaczęto w Ostrowiu w 1936 r., ukończono w 1975. Sposób eksploatacji opisał w swej książce „Górnictwo rud żelaza w regionie częstochowskim” inż. Andrzej Adamski.

Nad Suchą Rzeką funkcjonowały młyny oraz karczma Pohulanka. W 1439 r. Choroń odziedziczył po ojcu Krystynie (II) Jan (Starszy) Koziegłowski, właściciel miasta i zamku Koziegłowy oraz koziegłowskiego kompleksu dóbr. Pozostałe dobra Koziegłowskich to kompleksy: giebułtowski (okolice Książa Małego), mirowski, bąkowski (zamek w Bąkowcu to dzisiejsze Morsko). Kolejni właściciele: Piotr z Zebrzydowic (części dóbr), Jan z Oleśnicy (części dóbr) Hińcza z Rogowa, od 1494 Piotr Myszkowski, właściciel wielkiej fortuny, jego syn Marcin Myszkowski,wnuk Piotra a syn Marcina – Hieronim, rodzina Otfinowskich ( od 1564 Walenty Otfinowski), przejściowo Gosławscy, znów Otfinowscy (od 1698 Jan Ofinowski), od 1810 Stanisław Małachowski, od 1862 ksążę Ksawery Sapieha, od 1865 hr, Seweryn Uruski, , potem Glińscy, Hachulscy i Wiktor Dydyński. Córka Dydyńskiego Jadwiga wyszła za Edwarda Bylińskiego.Syn Edwarda Bylińskiego był ostatnim prawnym właścicielem majątku. Zmarł w 1968 r. Siostry Tadeusza Bylińskiego przekazały majątek na rzecz skarbu państwa. Dwór Bylińskich spalił się w 1978, za czasów „rządów” RSP w Choroniu. Po upadku spółdzielni park rozparcelowano. W książce znajduje się reprodukcja planu folwarku Choroń z 1907 r. oraz amatorskie zdjęcie, na którym w tle widać dwór wg stanu z pierwszej połowy lat 70. ub. wieku. Chyba jedyna fotografia dworu, jaką widziałem. Oglądałem kilka lat temu resztki dworskich fundamentów. Dwór stał równolegle do drogi na osi wschód – zachód. Otoczony byl parkiem, w części wschodniej znajdował się sad, od południa staw. Od zachodu prowadziła do dworu aleja wysadzana kasztanowcami. Na miejscu zabudowy gospodarczej (stodoła i spichlerz) znajduje się dziś szkoła. Aleja lipowa (niespełna 600 m. długości i ok.40 szerokości) ciągnęła się od północnego ogrodzenia do gościńca prowadzącego z Przybynowa (a więc tym samym z Krakowa) do Częstochowy. Był to szlak pątniczy. Z opowieści Natalii Sklarczyk wiem, że młodzież w okresie międzywojennym urządzała sobie piesze wycieczki ze stacji kolejowej w Poraju do dworu. W pierwszych dniach września 1939 r. właściciele dworu udzielili gościny uciekinierom, w tym z rejonu Romanowa, Zawady, Kamienicy Polskiej.

Rozdział IV (autorem jest Zbigniew Królak) poświęcony jest bitwie pod Dębowcem stoczonej 3 IX 1939 r. Na skutek dezercji 2 września trzech uczestników polskiego patrolu, straż przednia batalionu mjr. Kazimierza Rybickiego z 74pp ( z Lublińca) dostała się pod silny ogień okopanych na wzgórzu przy kościele w Choroniu Niemców. Polscy żołnierze trzykrotnie atakowali nie zważając na niekorzystna konfigurację terenu (atakowali pod górę, więc byli bardzo widoczni). Tylko dwóm kompaniom udało się wycofać w ubezpieczonym marszu w stronę Złotego Potoku. Zginęło 39 polskich żołnierzy. Wśród nich także żołnierze wyznania mojżeszowego, głównie z Będzina. Wg relacji mieszkańców straty niemieckie były większe, zginęło niemal stu żołnierzy. Pochowani zostali na placu kościelnym a zimą na przełomie 1942 i 1943 r. ekshumowani i wywiezieni do Rzeszy. Ciał poległych Polaków nie pozwolono zakopać. Dopiero po interwencji na posterunku żandarmerii w Kamienicy Polskiej, po upływie 6 dni doszło do pochówku w zbiorowej mogile na polu Antoniego Wolskiego. Po wkroczeniu Niemców do wioski doszło do palenia zabudowań (spłonęło ¾ wsi) i zabijania ukrywających się polskich żołnierzy. Obaj podpalający wieś Niemcy zostali zabici. Z.Królak ciekawie opisuje te dramatyczne wydarzenia, także przypadki ocalenia kilku polskich żołnierzy. Jednego z rannych uratował Stanisław Biały z Choronia. Okresu okupacji dotyczy V rozdział książki, rozdział VI streszcza historię parafii erygowanej w 1916 r., ostatni - VII rozdział (autorstwa Jana Dudy) przynosi informacje o organizacjach społeczno- kulturalnych. Całość zamyka bibliografia licząca prawie 100 pozycji, w tym źródła archiwalne. Gwoli ścisłości odnotujmy, iż Kamienica Polska wymieniona jest jako nazwa klubu sportowego w tabeli rozgrywek klasy B w sezonie 1984/1985.

Jan Duda, Zbigniew Królak, Łukasz Sitarz, Historia wsi Choroń. Zarys, Choroń 2010.

(ab)