Kwartalnik Kongregacji Genealogicznej

Związki Kamienicy Polskiej z Częstochową


W pierwszm odcinku cyklu arykułów dotyczących związków tkackiej osady Kamienica Polska z Częstochową możemy jedynie zasygnalizować temat, który wymaga gruntowniejszych badań. Kontakty kamienickich tkaczy z miastem sięgają czasów narodzin kolonii, a więc roku 1818. W tym bowiem roku został sporządzony przy ul. Targowej, w kancelarii notariusza Józefa Leśniewskiego akt kupna wsi.

Do końca nie została wyjaśniona kwestia sposobu osiedlenia się grupy majstrów tkackich pod Częstochową, roli jaką odegrali w niej częstochowscy kupcy i przedsiębiorcy, konkretnie Landauowie, oraz ówczesne władze miejskie i ówczesnego województwa kaliskiego. Trudno się temu dziwić, skoro nie ma publikacji, która ukazywałaby dzieje częstochowskich tkaczy chałupników. Z enigmatycznych wzmianek w kilku opracowaniach dotyczących dziejów miasta wynika, że w Częstochowie działało wiele warsztatów tkackich. Wydaje się, że akcja osiedlania tu tkaczy miała charakter przemyślany i wiązała się z projektami ożywienia gospodarki przygotowanymi przez rząd Królestwa Polskiego. Częstochowa, zniszczona przez działania wojenne za czasów Księstwa Warszawskiego, miała odegrać w tym projekcie ważna rolę. Wysiłki dotyczące scalenia obu organizmów miejskich, tzn. Starej i Nowej Częstochowy, skutkujące utworzeniem w latach 1823 -1826 dzisiejszej alei Najświętszej Marii Panny są tego potwierdzeniem.

Dlaczego w mieście nie powstała kolonia tkaczy na wzór Łodzi ? Dlaczego warsztaty nie utrzymały się i większość majstrów przeniosła się w inne rejony? Gdzie mieszkali chałupnicy? To kluczowe pytania.

W Łodzi urządzaniem tkaczy zajęły się władze miasta przydzielając im parcele w dożywotnie użytkowanie oraz budulec na budowę domów. Częstochowa w tym czasie (mowa o latach 1815-1818) była chyba zbyt słaba ekonomicznie, by taką zaplanowaną akcję przeprowadzić. Jest jeszcze jedno wytłumaczenie: stosunki własnościowe na terenie miasta były dość skomplikowane, brakło wolnego terenu dla tkackiego osiedla. Tkacze mieszkali więc w wynajmowanych domach, płacili wysoki czynsz, więc nie stać ich było na inwestowanie w surowiec. Zakładanie warszatów w rejonie ul. Krakowskiej i dzisiejszej I Alei odbywało się na własne ryzyko majstra tkackiego. Pozostawała jeszcze kwestiazaopatrywania się w przędzę, lnianą bądź bawełnianą, oraz zbytu wyrobów. Pomyślność tkacza chałupnika wiąże się z konkretnym zapotrzebowaniem na tego typu produkcję, jak to potem miało miejsce w Kamienicy Polskiej kooperującej m.in. z manufakturą Tytusa Kopischa w Łodzi.

Dawni majstrowie chałupnicy musieli sami bielić płótno. Czynność tę zwano z niemiecka blichowaniem. W dawnej Kamienicy Polskiej każde dziecko wiedziało, co oznacza ten termin. Okazuje się, że dawni częstochowianie również go znali. Mało tego, istniał rejon Częstochowy zwany potocznie Blichem. Zwrócił mi na to uwagę dokumentalista Wiesław Paszkowski, wskazując artykuł Stanisława Rumszewicza „Okolice Częstochowy w świetle podań ludowych", zamieszczony w „Gońcu Częstochowskim" 18 lipca 1915r.(nr l76,s.2)
Blichem nazywano dzielnicę, która obejmowała łąki nad Wartą, od miejsca, w którym dziś znajduje się katedra Św. Rodziny do mostu na Warcie, aż do rzeki Konopki. Tam powstał później młyn i papiernia Oderfelda.
„Na łąkach tych mieszkańcy okoliczni blichowali t.j.bielili płótno. Stąd cala dzielnica otrzymała nazwę Blich. I dziś jeszcze mieszkańcy tej części ulicy Krakowskiej na zapytanie, gdzie mieszkają, odpowiadają „na Blichu", a nie na Krakowskiej ulicy, jakkolwiek urzędowa nazwa Blich nie istnieje" - czytamy w artykule.

Chodzi więc w tym wypadku o dawne tradycje tkackie miasta. W sto lat po próbach utrzymania się tkaczy chałupników w Częstochowie, a właściwie na jej obrzeżach, które można nazwać „Przedmieściem Krakowskim" mało kto już pamiętał. Pozostała jednak zwyczajowa nazwa, która, jak wiemy z doświadczenia, funkcjonuje długo w społecznej pamięci. Jedną z takich nazw jest np. nazwa „Pekin".
Wydaje się, że częstochowscy tkacze byli głównie cudzoziemcami, przybyszami ze Śląska, Czech lub Niemiec (kwerendy archiwalne pozwolą ustalić ich nazwiska). To oni mogli w jakimś sensie przyczynić się do zainicjowania dwu prywatnych kolonizacji: w 1818 r. w Kamienicy Polskiej (na gruncie Sadowskich) i w 1819 r. w Hucie Starej (na gruncie Grzegorza Błeszyńskiego). Zapewne istniały jakieś kontakty, choćby rodzinne, z wcześniej założonymi koloniami, m.in. w Czarnym Lesie czy Węglowicach. Być może agitacja cudzoziemskich rzemieślników prowadzona przez agentówrządu Królestwa Polskiego za granicą dotyczyła samej Częstochowy, ale niekorzystne warunki dla rozwoju kolonii w mieście nad Wartą skłoniły tkaczy do szukania szczęścia w innych ośrodkach. Jarosław Kapsa wskazuje na Konstantynów k. Brzeźnicy i Michałopole, jako osady kolonistów (pomija Rędziny). Docenia rolę kamienickiego tkactwa. „Do lat sześćdziesiątych XIX w. Kamienica była uważana za równorzędny z Łodzią, Pabianicami, Częstochową ośrodek włókienniczy" - pisze Jarosław Kapsa.(,,Nad Wartą", nr 1/1995, s. 11).
To z tego okresu datuje się charakterystyczna duma kamieniczan, całkowity brak kompleksów wobec ośrodków miejskich, z Częstochową na czele, i marzenie o przekształceniu osady fabrycznej Kamienica Polska w miasto. Że było to realne świadczy artykuł „Secesja" w poprzednim numerze pisma. Przypomnijmy, że od 1919 r. Kamienica Polska miała dwóch posłów w parlamencie! Ks. Sędzimir aktywnie włączył się do idei utworzenia miasta. Plany pokrzyżowała wojna z bolszewikami i trudna sytuacja materialna mieszkańców. O innych przyczynach, topograficzno-własnościowych, wspominaliśmy w artykule „Miasto Kamienica Polska" (Korzenie nr 31).

Chałupnicze tkactwo w Kamienicy Polskiej
Istnienie chałupniczego przemysłu tkackiego zachęcało przedsiębiorców do otwierania zakładów. W Kamienicy Polskiej powstała filia fabryki „La Czenstochovienne". A to dlatego, że istniała tu już wcześniej fabryczka założona przez wiedeńczyka Wajdermana, potem zwana fabryką Szejna. M. Malinowski w szkicu z 1902 r. „Przemysł domowy w Królestwie Polskim", zamieszczonym w 1 tomie „Ekonomisty" tak ocenia płócienka tkaczy chałupników z Kamienicy Polskiej: „Wyroby ich jakkolwiek domowe, w wykończeniu mają cechy przemysłu fabrycznego i jako takie sprzedawane bywają w Warszawie, w Łodzi, w Lublinie, w Dąbrowie Górniczej". (Cyt. za F. Sobalski, Materiały do stosunków gospodarczo-społecznych powiatu częstochowskiego w XIX i XX w. (w:) Ziemia Częstochowska t. IV, s. 163). Franciszek Sobalski, wytrawny znawca Częstochowy i regionu pisze: „Chałupnicze tkactwo w Kamienicy Polskiej przetrwało bardzo długo. Wieś ta stanowi wyjątek, zapewne bez precedensu, i to nie tylko w skali powiatu". Powołuje się na szkic Aleksandra Radłowskiego z II t. Ziemi Częstochowskiej (pierwszy fragment tego cennego opracowania przedrukowaliśmy w poprzednim numerze Korzeni) podając informację, że w 1932 r. w Kamienicy Polskiej było jeszcze 148 samodzielnych tkaczy.

Przez całą drugą połowę XIX w. i na początku XX w. trwa nieustanna migracja kamieniczan do Częstochowy. Niektórzy przedstawiciele kamienickich rodów zrobili w mieście kariery, stali się znanymi obywatelami, zdobyli środki pozwalające na budowę kamienic i kształcenie dzieci. Trzecie i czwarte pokolenie kolonistów zasiliło szeregi częstochowskiej inteligencji, jak np. Bielobradkowie, Ficenesowie, Szmidlowie, Jungowie. W cyklu „Związki Kamienicy Polskiej z Częstochową" ukażemy sylwetki częstochowian o kamnienickim rodowodzie. Dziś możemy jedynie wspomnieć o kilku z nich.
Aleksander Jung posiadał w Błesznie dom i mająteczek, zwany zwyczajowo „Aleksandrówką". Część ziemi przekazał pod urządzenie cmentarza, dziś zwanego cmentarzem „na Rakowie", choć znajduje się na terenie Błeszna. Był m.in. wiceprezesem Częstochowskiego Towarzystwa Pożyczkowo-Oszczędnościowego. Jego nagrobek znajduje się na nekropolii na wzgórzu błeszyńskim. Dokumentację zdjęciową sporządził p. Alfons Ujma, społecznik, działacz PTTK, emerytowany pracownik huty „Częstochowa".

Roman Piltz posiadał w Częstochowie młyn, a Aleksander Piltz sklep. Obaj w 1907 r. przyjmowali u siebie, w ramach pomocy, dzieci z Łodzi, o czym donosił „Goniec Częstochowski" w nrze 60. z 22 marca 1907 (s. 3). Podobną pomoc świadczyli bracia Bieleccy, Antoni, Stanisław i Leon, wywodzący się Kamienicy i z Koziegłów. (O Bieleckich w poprzednich Korzeniach pisała Barbara Krajewska.) O klanie krawców Bieleckich z Częstochowy opublikujemy osobny artykuł w kolejnym odcinku cyklu. Rodzina Ficenesów dorobiła się na wapiennikach i dostawach dla huty. Mieli w mieście kilka kamienic, m.in. tzw. „Dom Ficenesa" -II Aleja nr 18. Właścicielem był Józef Ficenes, dyrektor Stowarzyszenia Kupców Polskich i członek Rady Częstochowskiego Towarzystwa Wzajemnego Kredytu.

Lista kamieniczan, którzy stali się mieszkańcami Błeszna, Rakowa, Ostatniego Grosza, Stradomia (dzisiejszych dzielnic miasta) oraz dawnej Częstochowy, przed administracyjnymi zmianami granic, jest bardzo długa. Świadczą o tym napisy nagrobkowe na częstochowskich nekropoliach.

(ak)
artykuł z numeru 64 Korzeni